poniedziałek, 17 października 2016

Nie zaznał jeździectwa blasku, ten kto nie całował nigdy piasku - czyli o spadaniu słów kilka


Szczera i gorzka prawda: jeżdżąc konno prędzej czy później spadniecie (prędziej prędzej). Na lonży, przy pierwszych galopach czy skokach. Tak coś mi się wydaje, że najczęściej wypadki zdarzają się na lonży (nie mamy dobrej równowagi na koniu) i w kłusie (strasznie trzęsie :)). Każdy, każdy sznujący się jeździec (poza jazdą tyłem) obowiązkowo musi zaliczyć glebę. Obowiązkowo. Nie wymigasz się. Spadniesz. Zapewniam Cię. Albo nie prowadzę tego bloga. Nie mam najmniejszego zamiaru mówić Wam kiedy i jak zaliczyłam swoje pierwsze upadki, ale od tamtej pory jeszcze nie spadłam, aczkolwiek prawdopodobnie w najbliższym czasie to nastąpi. I moja rada: opanuj ćwiczebny, ćwicz, póki nie przejedziesz tego okrążenia wysiadywanym (ani jeden, nawet najmniejszy mięsień nie może być napięty, dlatego nie wolno się spinać przed wejściem na konia (i z miliarda innych powodów)).